Logo Midrasza


  Władysław Szlenger i historia jednego walca
DOROTA SZWARCMAN

  "A w noc grozy, co przyjdzie
po dniach kul oraz mieczy,
wyjdą z kufrów i domów
wszystkie żydowskie rzeczy.
I wybiegną oknami,
będą szły ulicami,
aż się zejdą na szosach
nad czarnymi szynami.
Wszystkie stoły i stołki,
i walizki, tobołki". ("Rzeczy")

        W jednym z takich stołów z podwójnym blatem, przechowanym w Józefowie pod Warszawą, już wiele lat po wojnie odnaleziono ukryte maszynopisy wierszy Władysława Szlengla, najpopularniejszego poety warszawskiego getta. Inne egzemplarze, autorskie lub w odpisach, zachowały się w większości w Archiwum Ringelbluma. Wydano je w 35. rocznicę powstania w getcie, w zbiorze Co czytałem umarłym (tytuł pochodził od samego autora). A jeszcze później pojawiały się nieznane zapisy jego wierszy, jak na przykład "Obrachunek z Bogiem", odnaleziony w całości dopiero w roku 1984 w Izraelu.

        Szlengel był jedynym polskojęzycznym poetą, który tworzył w getcie aż do jego likwidacji. Przed wojną publikował w "Szpilkach" i pisał teksty kabaretowe. Jego domeną była więc satyra, ale spotkało go doświadczenie dla satyryka niewyobrażalne. Można zaryzykować twierdzenie okrutne, ale uzasadnione: wojna i getto uczyniły z niego poetę. Satyryk jest z natury kronikarzem dnia codziennego, tropicielem jego drażniących szczegółów. Satyryk w getcie przemienił się w rejestratora zagłady miasta i narodu, został - jak sam to określił - "kronikarzem tonących".

        Początkowo Szlengel kontynuował poniekąd swój gatunek w kawiarni "Sztuka" na Lesznie, gdzie współtworzył "Żywy dziennik" - mówioną gazetę, opowiadającą o aktualnych wydarzeniach; kabaret ten cieszył się ogromnym powodzeniem. Po akcjach, w których zginęła większość występujących tam artystów, Szlengel nie zaprzestał rejestrowania rzeczywistości. Opowiadał o śmierci Korczaka, o wywózkach, o rosnącej beznadziei, a jego wiersze czytało się, jak wspomina Halina Birenbaum, "z niewypowiedzianą, głodną zachłannością, jak wchłania się soki ożywcze, żeby nie skonać". Są dziś wstrząsającymi dokumentami z nieistniejącego świata, opowiadanymi często poprzez prosty opis. Towarzyszący im patos mógłby razić w zwykłych okolicznościach, tu jednak i do tych ludzi trudno byłoby mówię inaczej. Czytanie owych wierszy ratowało ludzką godność tych, którzy byli traktowani jak mięso. W jednym z ostatnich swych poematów pt. Kontratak, napisanym po pierwszym, styczniowym zrywie Żydowskiej Organizacji Bojowej, Szlengel obwieścił "bunt mięsa". "Mięso pluje przez okna granatem, Mięso charczy szkarłatnym płomieniem i zrębów życia się czepia!" - wzywał do boju niemal radośnie.

        Nieznana jest dokładna data śmierci poety, wiadomo tylko, że nastąpiło to w kwietniu, w bunkrze Szymona Kaca przy Świętojerskiej 36. Miał 32 lata.

"Motyka, piłka, spodnie w rzucik,
przeminęło i nie wróci,
a po roku wspomnij pan...
znowu - 'Sztuka', Wiera Gran..."
(Resume, czyli Krakowiaki makabryczne)

        Dla "Sztuki" Szlengel pisywał również bardziej tradycyjne, oderwane od codzienności teksty kabaretowe. Najsłynniejszym jego dziełem w tym gatunku był wymieniany w większości gettowych wspomnień Jej pierwszy bal, wysnuty z wyświetlanego w Polsce przed wojną pod tym tytułem filmu "Un carnet de bal" Juliena Duviviera. Muzykę napisał również stale związany ze "Sztuką" Władysław Szpilman, nadając utworowi formę wariacji na temat popularnego walca "To dawny mój znajomy" z opery Ludomira Różyckiego Casanova. Walc był popisowym numerem Wiery Gran, wielkiej gwiazdy "Sztuki". Dzięki niemu słuchacze mogli oderwać się myślą od strasznego losu i przenieść się w beztroski czas, w daleki świat.

        Powojenne losy artystki, mieszkającej dziś w Paryżu, to osobna, opisywana już wielokrotnie (także przez nią samą w książce Sztafeta oszczerców) dramatyczna opowieść. Skomplikowany był też los jej dawnego przeboju. Władysław Szpilman zdołał po wojnie odtworzyć z pamięci muzykę, ale wiersz znała tylko śpiewaczka. Kiedy więc wyemigrowała z Polski, rozgoryczona procesami (choć wygranymi) o kolaborację z Niemcami, tekst wydawał się bezpowrotnie stracony. Kompozytor zwrócił się więc do Bronisława Broka, scenarzysty i tekściarza, o napisanie nowej wersji.

        W roku 1965 Wiera Gran przyjechała do Polski na występy. Nagrała wówczas Jej pierwszy bal, ale - na prośbę Szpilmana - z tekstem Broka. Autentyczny tekst Szlengla przez lata uchodził za zaginiony. Jednak w archiwach radiowych zachowało się również pierwsze powojenne nagranie utworu z roku 1949, z autentycznym tekstem Szlengla. Odtworzyli je 22 września w Programie I Polskiego Radia autorzy audycji Mijają lata, zostają piosenki - Danuta Żelechowska i Jan Zagozda.

        Marian Fuks w książce Muzyka ocalona porównał Wierę Gran pod względem zdolności aktorskich i siły ekspresji do Ewy Demarczyk. Jedno jeszcze z pewnością łączy te artystki: wspaniała dykcja. Mimo więc pozostawiającej wiele do życzenia jakości dźwiękowej rejestracji z 1949 roku (przeznaczonej swego czasu do skasowania, co szczęśliwie nie nastąpiło), udało mi się spisać tekst ze zwykłego nagrania audycji z radia.

        To jedyny zachowany w dorobku Szlengla wiersz nie opowiadający o getcie, sam w sobie może błahy, świadczący jednak o poetyckim warsztacie autora, umiejętności bawienia się słowem. Muzyka Szpilmana jest z kolei dokumentem wspaniałych umiejętności kompozytora w dziedzinie tworzenia poprzez różne rytmy taneczne nastrojów zawartych w wierszu. Motyw z Różyckiego staje się podstawą kolejno slow-foksa, rumby, tanga, walczyka tyrolskiego z jodłowaniem, wreszcie mazurka w najczystszym chopinowskim stylu. Ten zupełnie inny od znanych dokument z getta dużo mówi o ludzkiej żywotności i woli przetrwania.


        Jej pierwszy bal

Wstęp - walc
(parlando) Opowiem wam bajkę
Liliową jak przedświt wiosenny, majowy.
Bajkę o pierwszym mym balu
I walcu z "Casanovy".
Pięciu wytwornych danserów
Zbliżyło się cicho, na palcach,
I zgięło się w kornym ukłonie
Na pierwsze akordy walca.
Mam ich nazwiska w karnecie,
A w sercu melodie i słowa,
W oczach ten tłum roztańczony,
W uszach ten walc "Casanova"...
(śpiew) Ach, to cudny walc, to walc dla
zakochanych,
To był pierwszy bal, mój bal niezapomniany.
Barwny tłum drżał walcem tym rozkołysany,
Widzę ten wir walca, uciekają ściany.
To mój pierwszy walc, to mój pierwszy bal,
W sercu młodość i ochota,
w sercu wiosna złota!
Jest pięciu panów, więc się zastanów,
Podaj swoją dłoń, maestro walca gra.
Może ten, może ten, walcem zacznie nowy
złoty sen.
Może ty, a może ty - to mój nowy świat,
nowe sny.
Płynie walc, płynie czas, jedna noc i walc,
a pięciu was.
Za kim iść, by prowadził mnie,
Czarował mnie, całował mnie, żałował mnie, gdy będę smutną?
Kto z was będzie tym, kto z was szczęście da,
Dla kogo walc i ja?
(parlando bez akompaniamentu)
Lecą z wiatrem kalendarze,
Tyle marzeń, tyle zdarzeń...
Pięciu panów świat rozrzucił,
Żaden z pięciu nie powrócił.
A w karnecie są tu wszyscy,
Jeszcze drodzy, jeszcze bliscy,
Jakby dawne me nadzieje...
Co się z nimi dzisiaj dzieje?
Spójrzmy śmiało i bez żalu
Na tych pięciu z mego balu,
Pięciu, co kochało skrycie...
Co zrobiło z nimi życie?
Który milszy? Który szczerszy?
Który wierny? Oto pierwszy.

Slow-fox
Ach, to właśnie pan,
Nocny lokal Bi-ba-bo,
on zaś jest tu żigolo,
twarz ta sama, ale szkoda, jaka szkoda,
że to nie dawne oczy, a w nich złoty błysk...
Ach, jak wiele zmian, czarny smoking,
blada twarz,
I zmęczone oczy masz, za banknotem
gonisz zły,
To już nie ty, ja przepraszam, idę znów,
Żegnaj, żigolo, bywaj zdrów,
Musisz z inną iść tańczyć znów.
Biedny, biedny mój!

Rumba
(parlando) Drugi pozostał marynarzem,
W piosence też go wam pokażę.
(śpiew) Szczera twarz i zdrowa,
mocna i brązowa,
Zębów swych nie chowa nigdy.
Usta ma radosne, oczy ma radosne,
Młodą ma w nich wiosnę zawsze.
Ach, jak to dobrze na falę się rzucić, pojechać,
nie wrócić,
Tak jak w bajce: dzisiaj w Cyrenajce,
jutro na Jamajce,
Jak to dobrze żyć!
Piękny jest mój świat!
Nie mam żony ani dziatek,
statek to mój światek.
Piękny jest mój świat!
Urwę kwiatek, siup na statek,
wrócę za sto latek.
Serce dziewczęce ma smak jak port,
Nowy port, nowy sport!
Ach, jak mi dobrze żyć!
Każda gwiazda usta raz da, potem wołam: Jazda!
Hallo, SOS!
Nowe rybki, nowe typki, co dzień nowe ślipki -
To mój świat! Wiecznie w dal, w błękit fal!
Serwus, madame, wolę być sam, to raj.
Blaga ten świat, flaga na wiatr - o, adieu, adieu!

Tango
(parlando) Znowu kartka z wiatrem leci,
Jesteś z inną, ten mój trzeci!
(śpiew) Pachną drzewa wiatrem kołysane
I błękitne, niesytne noce.
Usta, oczy bliskie, zakochane,
To wystarczy ci za cały świat.
Zapomniałeś mnie, lecz mnie to nie rani,
Wystarczy mi twoja szczęśliwa twarz,
Zakochałeś się w obcej, innej pani,
Wystarczy mi, że niebo w oczach masz.
Zawołaj mnie, gdy w sercu coś się złamie,
Odszukaj mnie, wszystko zostaw i rzuć!
Zawołaj mnie, gdy w życiu ktoś cię okłamie
I proszę: wróć, wróć, wróć!
(parlando bez akompaniamentu)
A danser najmłodszy, danser czwarty
Uwielbia wino, śpiew i narty.
Walc tyrolski
Jodlo-hi-hu, jodlo-hi-hu...
Od świtu w górach świat mój drży,
sarenki za mną chodzą trzy,
Z kozami jestem już per ty, wesoła moja brać!
Z kuzynką rankiem w górach hop,
zające za mną chodzą w trop,
I mówią: to wesoły chłop,
nie trzeba go się bać!
Ref. Wo-o-olny ptak, wo-o-olny ptak,
Zdo-o-olny ptak, swawo-o-olny ptak!
Ach, jak bardzo bło-o-ogo mi,
Ach, jak bardzo dro-o-ogo mi!
Fio-o-ołek tu, do-o-ołek tam,
Chmu-u-urki tu, gó-ó-órki tam,
Dobrze mi, dobrze mi, bo sam!
Gdy szumi jodeł chór,
do snu śpiewa las wesoło, wesoło!
Więcej nic, pro-o-oszę was,
nie chcę prócz gór.
Bo zdradzi żonka mnie,
musi przyjść ten czas niestety, kobiety,
Góra zaś, pro-o-oszę was - wiadomo, głaz.
Ref. (parlando) A piąty... piąty danser z balu,
Piąty wytworny z moich panów
Jest dzisiaj smutnym kompozytorem
I nic nie kocha prócz fortepianu.

Mazurek
Klawisze mają chłodną biel, klawisze mają dobry chłód.
Klawisze to mój cały cel, radość, magii głód.
Świeczników pada srebrny blask na rzędy nut
i bladość lic.
Nie trzeba mi od życia łask,
więcej nic, już nic...
Bicie naszych serc w nokturn się zmieniło.
Będzie dłużej żył niż nasza miłość...
Rytmy, rytmy, łzy ścielą się pod stopy,
Umrze może wielka miłość,
lecz zostanie Chopin.
(parlando bez akompaniamentu)
Skończona wędrówka.
Komedia czy dramat?
Nie wiem. Z karnetem zostałam sama.
Skończona bajka moja liliowa
I tak już niemodna jak walc "Casanova".
(z muzyką) Od serca do serca droga nieprosta.
Przeminęli z wiatrem - a walc pozostał.
(śpiew) Ach, to cudny walc,
to walc dla zakochanych,
To był pierwszy bal, mój bal niezapomniany.
Barwny tłum drżał walcem tym rozkołysany,
Widzę ten wir walca, uciekają ściany.
To był pierwszy walc, to mój pierwszy bal!
W sercu młodość i ochota,
w sercu wiosna złota,
Dziś wiosna nowa,
walc "Casanova" znowu wraca tu!
Walc wraca do nas, bajka skończona,
co dnia w świat - nasz walc.





 (C) Midrasz 1998 - 2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.