Logo Midrasza


  "Mord rytualny" dawniej i dzisiaj

TOMASZEWSKI JERZY

 
rys. Jacek Kryszkowski

rys. Jacek Kryszkowski
Według niemieckiego historyka Friedricha Lottera pierwsze znane badaczom oskarżenie Żydów o "mord rytualny" w Europie dotyczyło śmierci Williama z Norwich, zamordowanego jakoby przez Żydów w 1144 roku.

        Chłopiec został wkrótce świętym, co przysporzyło korzyści miejscowemu klasztorowi, do którego zaczęły ciągnąć pielgrzymki. Od tego czasu oskarżenia o mord rytualny, które zaczęły się w Anglii, rozprzestrzeniały się na wschód: do Francji, Niemiec, a wreszcie pojawiły się w Polsce, Rosji, Czechach i na Węgrzech. Pierwsza wzmianka w dokumentach polskich pochodzi z 1264 roku i znajduje się w przywileju kaliskim, w którym książę Bolesław Pobożny zawarł m.in. ochronę prawną Żydów przed posądzeniami o "mord rytualny", wzorując się na bulli papieża Innocentego IV. Wprawdzie wieści o takich oskarżeniach docierały do Polski, zaś namiętny i pałający nienawiścią do inaczej myślących bliźnich kaznodzieja Jan Kapistran (później ogłoszony świętym) w kazaniach wygłaszanych w Krakowie w 1454 roku zarzucał Żydom rozmaite zbrodnie, lecz pierwszy potwierdzony w dokumentach przypadek oskarżenia o "mord rytualny" w Polsce pochodzi dopiero z roku 1547 i dotyczy Rawy Mazowieckiej. Do połowy XVII wieku było takich przypadków około sześćdziesięciu, notowano je także w następnych stuleciach.

        Międzynarodowy rozgłos zyskała tzw. sprawa damasceńska. W 1844 roku w Damaszku zaginął zakonnik ze swym sługą. Wiele wskazuje na to, iż konsulowie państw europejskich domagali się szybkiego ujawnienia zbrodniarzy i zasugerowali, że sprawcami byli Żydzi. Miejscowe władze interesowały się nie tyle wyjaśnieniem sprawy, ile zadowoleniem Europejczyków, toteż zastosowano odpowiednie metody, dzięki którym większość oskarżonych przyznała się do winy. [...] Kilkadziesiąt lat później międzynarodowy rozgłos zyskały procesy o "mord rytualny" Mendla Bejlisa w Kijowie oraz Leopolda Hilsnera w Kutnej Horze.

        W kwietniu 1919 roku pogłoska o próbie "mordu rytualnego" stała się bezpośrednią przyczyną rozruchów antyżydowskich w okolicach Rzeszowa. "Deputacja obywatelska" miasta Strzyżowa uznała to za "prowokację żydowsko-bolszewicką", lecz śledztwo ujawniło bardziej prozaiczne okoliczności: niedoszła ofiara (niezrównoważona psychicznie dziewczyna) obawiała się wyznać rodzicom, gdzie spędziła noc. W 1923 roku relację o "mordzie rytualnym", popełnionym jakoby w Wilnie przed rozbiorami, zamieścił "Rycerz Niepokalanej". Trzy lata później po pogłosce o "mordzie rytualnym" doszło do licznych napaści na Żydów w Dobrzyniu i Golubiu. W tymże roku policja gdańska przeprowadziła rewizję w budynku gminy żydowskiej z powodu donosu, że odbywają się tam obrzędy rytualne z użyciem krwi dziecięcej. W 1938 roku w miasteczku pod Białymstokiem plotka o usiłowaniu "mordu rytualnego" spowodowała rozruchy przeciw Żydom (uczestniczyło w nich 26 członków Stronnictwa Narodowego). Na jesieni 1945 roku plotka o "mordzie rytualnym" krążyła w Rzeszowie. W 1946 roku plotka o porwaniu dziecka przez Żydów stała się przyczyną tragicznego w skutkach pogromu w Kielcach. Sprawozdanie delegacji Żydów z rozmowy z biskupem Stefanem Wyszyńskim informowało: "W dyskusji na temat podżegania motłochu kłamliwą legendą o konieczności krwi chrześcijańskiej na mace ks. biskup wyjaśnia, że jeszcze w procesie Bejlisa, na którym zgromadzono wiele starych i nowych ksiąg żydowskich, w których sprawa krwi nie jest ostatecznie załatwiona". [...]

        Zdawać się może, iż takie oskarżenia należą już do przeszłości i są kompromitującym dla chrześcijan świadectwem trwałości przesądów zrodzonych z nienawiści. Pamiątką po nich jest m.in. obraz w katedrze sandomierskiej z XVII wieku, który ukazuje, jak ówczesny malarz wyobrażał sobie rytualne morderstwo. [...]

        W 1995 roku wydawnictwo pod szumną nazwą "Ojczyzna" wydało dziełko pewnego autora, przedstawionego we wstępie jako "znakomitego polskiego filozofa historii", który podaje następujący dowód istnienia sekty żydowskiej uprawiającej "mord rytualny": "Trudno przypuścić, żeby było "wyssaniem z palca" coś, co przez długie wieki nie tylko utrzymywało się w tradycji, lecz wciąż się odnawiało". Na tej zasadzie należałoby uznać za prawdę odwieczną, że czarownice wiejskie odbierają mleko krowom sąsiadek; opinię taką spotkać można czasem jeszcze dziś. W 1997 roku "Głos Rzeszowa" zamieścił artykuł, z którego można się dowiedzieć, że miejscowy ksiądz wierzy w prawdziwość plotki z 1945 roku, a dziennikarz sugeruje, że mogła to być prowokacja syjonistów".

Wreszcie wypadek kolejny. W 1997 roku turyści zagraniczni zwiedzali katedrę w Sandomierzu, a przed wspomnianym wcześniej obrazem usłyszeli, co następuje: "Ten obraz ukazuje, jak Żydzi zabijają katolickie dzieci i piją ich krew" (cytuję według listu z USA). Wywiązała się dłuższa wymiana listów, gdyż mój korespondent zwracał się w tej sprawie m. in. do nuncjusza, prymasa, redakcji "Tygodnika Powszechnego", otrzymując wymijające odpowiedzi. Pozwolę sobie zacytować list jednego z biskupów, któremu wstydu oszczędzę i nazwiska nie wymienię:

        "W Europie od XIII wieku był powtarzany zarzut, oskarżający Żydów o mordy rytualne. W Polsce podobne oskarżenie funkcjonowało jeszcze w wieku XVIII. Jest wśród badaczy tego problemu hipoteza głosząca, że w judaizmie istniała sekta, której wyznawcy w oparciu o naukę Talmudu dopuszczali się zarzucanej im zbrodni mordu rytualnego. [...] Pojawia się tu wiele znaków zapytania". Biskup wymienia artykuł współczesnych historyków, którzy nie podzielają poglądu o istnieniu sekty, oraz nieznaną mi rozprawę z 1917 roku, zawierającą taką hipotezę. Dalej czytamy: "Tak w pierwszym, jak i drugim przypadku są opisane wydarzenia, które jakoby miały miejsce w przeszłości. Czy miały jednak miejsce? Czy kiedykolwiek zostanie ten problem wyjaśniony? Można więc bez końca stawiać pytania, na które jednoznacznej odpowiedzi, przy dzisiejszym stanie wiedzy na ten temat, dać nie można".

        Autor listu twierdzi, że relacje o oskarżeniach i procesach, w których do XVIII wieku skazywano Żydów za domniemane popełnienie "mordu rytualnego", pozwalają przypuszczać, że istnieje "sekta żydowska", która uprawia ten rytuał. Zapomina jednak, że metody stosowane wówczas podczas śledztwa pozwalały osiągnąć przyznanie się oskarżonych do całkiem fantastycznych przewinień, natomiast brakowało innych dowodów ich winy. Zapomina, iż morderstwa popełnione bez dowodów (a nie są nimi zeznania torturowanych) nie wystarczają do sformułowania hipotezy, że za nimi kryje się spisek lub zbrodniczy rytuał. Chluby ten list księdzu biskupowi nie przynosi, choć w zakończeniu autor przyznaje wspaniałomyślnie: "z pewnością nie można całego narodu żydowskiego oskarżać o takie zbrodnie". Niemniej nie można zaprzeczyć, że od czasów Jana Kapistrana nastąpił krok naprzód.

        Mój amerykański korespondent prosił, bym uzyskał odpowiedź na jego listy do najwyższych czynników kościelnych w Polsce. Pisałem do szanowanego arcybiskupa, człowieka poważnego, uczonego i dbałego o autorytet Kościoła, lecz upłynęło już parę miesięcy bez odpowiedzi. [...]

        Mam jednak nadzieję, że to publiczne wystąpienie skłoni kompetentne czynniki kościelne do udzielenia odpowiedzi na dwa pytania: 1) Czy jest rzeczą normalną, że duchowni katoliccy wierzą w popełnianie "mordów rytualnych" przez Żydów albo jakąś "sektę żydowską"? 2) W jaki sposób zostanie rozwiązana wstydliwa sprawa obrazu w Sandomierzu?





 (C) Midrasz 1998 - 2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.