Logo Midrasza


  Księga żydowskich wspomnień

JOLANTA BRACH-CZAINA

  Książka Henryka Grynberga Memorbuch oparta jest na wielu źródłach i zbudowana z różnorodnych materiałów. Są wśród nich świadectwa indywidualnej pamięci narratora, obok informacji z polskiej prasy międzywojennej i powojennej aż po koniec lat sześćdziesiątych; są materiały z posiedzeń polskiego sejmu i senatu z drugiej połowy lat trzydziestych i z zebrań plenarnych KC PZPR z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych; są fragmenty przemówień polityków prawicowych, lewicowych, komunistycznych, moczarowskich, obok obszernych informacji historycznych dotyczących dziejów Żydów w Europie w ciągu ostatniego tysiąclecia. Podstawę narracji stanowią wspomnienia Adama Bromberga, nagrane przez niego na taśmach. Niejednorodność materiału, z którego Grynberg skonstruował książkę, jest wielkim atutem tej żydowskiej sagi. Bez tego książka byłaby jednym z wielu wspomnień, tyle że dobrze napisanym. Tymczasem Grynberg z indywidualnych losów swego bohatera uczynił solową partię w rozbudowanym utworze na orkiestrę.

        Opowieść Grynberga prowadzona jest równolegle na wielu poziomach. Zdarzenia opisane w tych różnych warstwach uzupełniają się i komentują wzajemnie. Akcja powieści - którą stanowią dzieje Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej - biegnie równolegle kilkoma nurtami: historycznym, socjologicznym, politycznym i nurtem indywidualnej historii narratora, który opowiada zdarzenia osobiście przeżywane lub - i tu następuje kolejne rozgałęzienie nurtu opowieści - znane mu z relacji innych osób.

        Współdziałanie i synchronizacja różnych poziomów i rodzajów tekstu nadaje tej książce szczególny charakter i niezwykłą jakość. Opowieść narratora znajduje uzupełnienie i wsparcie w zdarzeniach, które miały miejsce czasem setki lat temu, a czasem współczesnych. Biografia Adama Bromberga i historia jego rodziny zaczynają wykazywać cechy wspólne z dziejami Żydów w Europie. Jest przypadkiem indywidualnym, a więc wyjątkowym, ale w planie historycznym typowym dla losów diaspory.

        W sposobie traktowania Żydów przez narody, wśród których się osiedlili, Grynberg odnajduje pewien powtarzający się wzór dyskryminujących zachowań i dokumentuje go na przykładach czerpanych z różnych okresów minionego tysiąclecia. Nazywa to "strzyżeniem owiec". Wiadomo, trzeba pozwolić wełnie rosnąć, by móc ją ostrzyc, i ponownie musi ona odrosnąć, by znów ostrzyc. Wystarczyło manipulować zgodą na osiedlanie się Żydów i cofaniem zgody. Gdy ktoś zbuduje dom, założy warsztat czy fabrykę, to, przepędzony, nie zabierze go ze sobą. Państwa socjalistyczne, w których nie można mieć majątku, też miały swoje sposoby. W 1968 roku wyjeżdżającym z Polski Żydom wolno było wywieźć tylko rzeczy osobiste, używane i w ściśle ograniczonej ilości. A że od otrzymania zgody na wyjazd do terminu wyjazdu dawano 14 dni, więc Polacy mogli za bezcen kupować wyprzedawane w pośpiechu domowe sprzęty, ubrania, książki. Także zajmować wolne miejsca pracy. Wreszcie - mieszkania po wyjeżdżających przydzielano nowym lokatorom. W każdym pogromie poza irracjonalnym wybuchem nienawiści i przemocy jest jeszcze racjonalny element grabieży. Strzyżenie owiec.

        W demokratycznej, przedwojennej Polsce Żydom ograniczano dostęp do wyższych studiów i uniemożliwiano wykonywanie intratnych zawodów ("paragraf aryjski" dla lekarzy i prawników). Ci, których było na to stać, studiowali za granicą. Po powrocie latami czekali np. na nostryfikację dyplomu lekarza, choć lekarzy w Polsce brakowało. To samo dotyczyło zajęć marnie wynagradzanych. Żyd nie dostał pracy tramwajarza, to także była praca dla Polaków. Był konsekwentnie spychany do zawodów wykonywanych wyłącznie dla społeczności żydowskiej. Rzezak rytualny to był zawód dla Żydów. A i to do czasu. Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest "rozwiązywaniu kwestii żydowskiej" przez polski sejm i senat. Ustawowo zakazano rytualnego uboju, bo "jatki chrześcijańskie" (s. 94) nie mogły konkurować z tańszymi, żydowskimi. Argumentowano, że "ubój rytualny gwałci naszą etykę, kulturę i godność narodową"(s. 93), a religijnym Żydom wprowadzenie zakazu nie przyniesie wielkiej szkody, bo biedni i tak mięsa nie jedzą, a bogaci mogą przejść na wegetarianizm. Należało skończyć z barbarzyństwem. Poseł Rubinsztejn: "Proszę Panów, nie jesteśmy dorobkiewiczami kulturalnymi, jesteśmy starym narodem kulturalnym."

        Głos: "Ho, ho !"(s. 87).

        Henryk przedstawia historię Żydów w miastach, do których koleje życia prowadzą narratora. Na tę historię składa się stopniowe dochodzenie do sukcesu, po którym następuje klęska: wygnanie, ograbienie, prześladowanie, śmierć. Podobnie biegną losy bohatera opowieści i jego najbliższych. Dziadek i ojciec Adama Bromberga prowadzili skup chmielu. Dziadek zbudował pierwszą w Lublinie nowoczesną suszarnię. Po jego śmierci ojciec rozwinął przedsiębiorstwo, zbudował kamienicę i dom pod miastem. Byli zamożną i bardzo liczną rodziną. Nie przeżyli Zagłady. Uchowały się tylko dwie osoby: Adam Bromberg w ZSRS i jego bratanica w Polsce.

        Po wojnie w zrujnowanej Polsce spodziewano się nędzy, ale już nie antysemityzmu. Jednak szybko okazało się to złudzeniem. Z antysemityzmem Bromberg zetknął się już w wojsku formowanym w Związku Sowieckim. Był oficerem politycznym. W powojennej Polsce jako komunista, członek partii, zajmował stosunkowo wysokie stanowiska i należał do kręgu ówczesnej władzy. Gdy został dyrektorem PWN-u, mógł wreszcie wykonywać pracę wydawcy, co zawsze pasjonowało go najbardziej, i mógł robić to z rozmachem. Stopniowo PWN stało się wielkim wydawnictwem kooperującym z Maxwellem. Wydano Wielką Encyklopedię Powszechną, ponadstutomową Bibliotekę Klasyków Filozofii, wydawano książki i czasopisma w językach obcych. Był to wielki sukces Bromberga.

        Tymczasem od 1966 roku w partii, wojsku, UB i policji zaczęła narastać antysemicka nagonka, której kulminacją był rok 1968. Bromberga wyrzucono z PWN-u, aresztowano pod absurdalnymi zarzutami, w nieskończoność przesłuchiwano. Szykanami objęto całą rodzinę. Wreszcie - wypędzono z Polski. Jak wielu innych Żydów.

        Henryka Grynberga interesuje ten powtarzający się wzór zdarzeń.

        "W Warszawie w 1423 roku zanotowano 10 żydowskich rodzin, które płaciły podatek, i tyleż od podatku zwolnionych. W 1483 wygnano jednych i drugich. W 1527 miasto kupiło u króla przywilej de non tolerandis Judaeis i utrzymało go do rozbiorów, ale mogli mieszkać po drugiej stronie Wisły, na Pradze. Szmul Zbytkower - od którego pochodzi na Pradze Szmulowizna - dorobił się na dostawach dla wojska. Zbytkower zaopatrywał zarówno Suworowa, jak i Kościuszkę, lecz ubodzy Żydzi przystępowali do Insurekcji, więc Suworow kazał wyrżnąć Pragę. Zbytkowerowi oczywiście nic się nie stało. Jego prawnuk, Henri Bergson, dostał Nagrodę Nobla za odkrycie, że pęd życiowy - élan vital - jest intuicyjny i nieuchwytny dla rozumu" (s. 255).

        A że "żydowskim interesem" były zawsze książki, więc wypędzony z Polski wydawca - Adam Bromberg - założył wraz z córką Doroteą w trzypokojowym mieszkaniu w Sztokholmie wydawnictwo Brombergs Bokforlag. Za niewielką sumę kupili prawa do książek żydowskiego pisarza, którego nikt nie chciał wydawać, i polskiego pisarza, którym w owym czasie interesowały się niezbyt szerokie kręgi polskiej emigracji. Gdy Singer i Miłosz dostali Nagrodę Nobla, Brombergs Bokforlag stało się znanym na świecie wydawnictwem.

        Zarówno Memorbuch, jak i inne utwory Grynberga uzmysławiają, że nie ma znaczenia, czy Żyd jest komunistą, czy antykomunistą, czy się asymiluje, czy izoluje. Chodzi o pewien stały mechanizm społeczny ustanawiania "obcych", tropienia, czekania i dopadania.





 (C) Midrasz 1998 - 2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.