Logo Midrasza


  Co to znaczy "rzekomo"

NATAN GROSS

 
Krzysztof Kamil Baczyński z matką Stefanią około 1926 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Literatury

Krzysztof Kamil Baczyński z matką Stefanią około 1926 roku
fot. ze zbiorów Muzeum Literatury

Tjawił się na moim biurku nieprzypadkowo wybór poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (Krzysztof Kamil Baczyński, Wybór Poezji, opracował Jerzy Święch. Biblioteka Narodowa. Zakład Narodowy, im. Ossolińskich. Wrocław, Warszawa, Kraków, Wydanie 1998) - poprzedzony przedmową znakomitego znawcy literatury polskiej Jerzego Święcha. Nieprzypadkowo. To wydanie - jeden z licznych wyborów wierszy K.K. Baczyńskiego - nie zawędrowałoby do Izraela, gdyby ktoś nie przeczytał przeszło stu stron teoretycznych analiz wstępu Święcha i zwrócił uwagę na to, że na samym końcu figuruje też moje nazwisko, i to wśród wcale niezłego (choć niekompletnego) towarzystwa. W tekście tym figuruje też wzmianka: "Posmak pewnej sensacji towarzyszył natomiast próbom interpretacji wierszy Baczyńskiego pod kątem jego przypuszczalnych reakcji na Holokaust, co rzekomo miało związek z żydowskim pochodzeniem matki (publikacje Budzyńskiego, Józefa Lewandowskiego, Natana Grossa, Joanny Roztropowicz-Clark)".

        Należy się panu Święchowi uznanie za pewnego rodzaju uczciwość: mógł z łatwością przemilczeć te "próby interpretacji", i - przypuszczalnie - nikt by się o nie nie upomniał. Ale ponieważ zasygnalizował je w swoim Wstępie, a przemilczał to, co niewątpliwie wiedział (choćby z lektury tych autorów, jakich wymienia), ja tego nie przemilczę. Edycja przeznaczona (w moim pojęciu) dla młodego pokolenia dzisiaj zakłada niejako, że czytelnikowi znane jest tło historyczne, więc nie ma potrzeby raz jeszcze opisywać, co działo się przez cztery lata w okupowanej Warszawie. Mnie się wydaje, że ten przedmiot nie jest zrozumiały sam przez się. Młode pokolenie nie żyje na co dzień wypadkami sprzed pięćdziesięciu lat, tym bardziej że przez ten czas się coś w tej Polsce działo. Nie wspomnieć - zapomnieć - o tym, że się Warszawa paliła w kwietniu 1943 roku, zanim się spaliła doszczętnie w roku 1944 - to co najmniej niedopatrzenie, a może i świadome przeoczenie. "Próba interpretacji wierszy Baczyńskiego pod kątem jego przypuszczalnych reakcji na Holokaust" - może się ta próba panu Święchowi nie podoba - jego prawo - niech więc przedstawi własną interpretację... Ale żeby zamykać oczy i serce poety na to, co się dookoła działo - gdy wszyscy wtedy jakoś reagowali - czy to wypada rzetelnemu krytykowi? Czy Baczyński opatrywał datami napisane wiersze z przyzwyczajenia urzędnika, czy może też daty mają coś wspólnego z napisanym wierszem? - "Co rzekomo miało związek z żydowskim pochodzeniem matki". Dlaczego "rzekomo"? Czy może kryje się tu sugestia rzekomego żydowskiego pochodzenia matki Baczyńskiego, opisanej we wstępie jako gorąca katoliczka (a była istotnie dewotką)?

        Cofnijmy się o sto stronic. Wstęp do wyboru Biblioteki Narodowej nie jest pierwszym wstępem Święcha do wierszy Baczyńskiego. Mam u siebie wydanie lubelskie (1992 r.): "wybrał i wstępem opatrzył Jerzy Święch" - oczywiście znacznie krótszym. W tym wstępie pan Święch zupełnie pomija biografię poety - nie urodził się, nie miał ani rodziców, ani rodziny (ale miał żonę!). W przeciwieństwie do tego wstępu, przedmowa do wydania Ossolineum zaczyna się od szeroko przedstawionej biografii. Wiele miejsca poświęca J. Święch ojcu Kamila - Stanisławowi, wyliczając jego wszystkie, najczęściej zapomniane, publikacje z historii literatury. Ale Święch je pamięta. Zapomina tylko, że Stanisław Baczyński nazywał się Bittner (jeśli nie był z pochodzenia Żydem - ponoć nie - to nazwisko wskazuje jednoznacznie na pochodzenie niemieckie) - a skoro umarł przed wojną, więc może zaoszczędzono mu próby wciągnięcia na listę volksdeutschów. Być może Niemcy przypomnieliby sobie - bo pan Święch zapomniał - a może nie wiedział, że Bittner-Baczyński publikował też w jidysz, który znał doskonale. W bardzo szerokiej nocie biograficznej Święch pomija też tajemnicze wojaże Stanisława Bittnera na Bliski Wschód - do Palestyny - szkoda (?), bo dodałoby to tej biografii "posmaku sensacji".

        Jeśli co do pochodzenia Stanisława nie ma jednoznacznych indykacji "etnicznych", to nie ma żadnych wątpliwości, że matka Krzysztofa Kamila była neofitką - z urodzenia Żydówką, tak jak jej brat, nauczyciel gimnazjalny, dr Adam Zieleńczyk. Była - nie była - "nie mój interes", to prawda, ale sytuacja obiektywna, w jakiej znalazła się ona i jej syn za czasów okupacji z jej norymberskimi prawami - nie może być obojętna dla historyka literatury. Pominięcie tego szczegółu jest po prostu tchórzostwem, spekulacją, że taka niedomoga genetyczna może zaszkodzić w Polsce dobremu imieniu Baczyńskiego, jego popularności i mitowi.

        Coś w tym jest: zaszkodzi. W czyich oczach? W oczach ludzi ograniczonych, "rasistów", zaślepionych nacjonalistów, ludzi żyjących dniem wczorajszym, niezdolnych do uczciwego myślenia. Nie brak takich w Polsce, nie brak może i gdzie indziej, ale czy z nimi ma się liczyć poważny historyk literatury - czy raczej ma ich uczyć przyjmowania prawdy. Dziś w Polsce dużo się mówi i pisze o Żydach - może to moda, a może szczera potrzeba - jako współtwórcach polskiej kultury i uczestnikach życia społecznego w przedwojennej Polsce. Dlaczego mamy się bać, że czyjaś matka była Żydówką? Matka Żydówka to coś gorszego niż Matka Polka? Bo ma czarne włosy? A może czarną duszę? Gdyby matka Krzysztofa Kamila była Niemką, Francuzką, ba, Murzynką - jeszcze by to podkreślano, a w żadnym wypadku nie przekreślano. Ale Żydówką?

        Jerzemu Święchowi nie brakuje odwagi. W swojej przedmowie wielokrotnie podkreśla lewicowość młodego Baczyńskiego. Toteż mógłby bez większej żenady przytoczyć w swoim wyborze satyrycznym wierszyk z 19 marca 1942 roku "Do Pana Józefa w dniu imienin", gdzie rzeczywistość okupacyjna wyraża się nie w symbolach, które trzeba rozszyfrować jako "rzekome związki", ale w realiach: "... że narzekanie, że pomór, że getto..., że meble połamane i szyby wybite... że wszystko spod nóg się wali, że przeklęta ziemia i przeklęte miasto..." Jest też i wizja przyszłej Polski: "Tak to będzie / I Sikorski będzie / pepesowcy, endecy, poeci i wszędzie / znów się Żydzi rozplenią i znów stwierdzą ludzie / że wszystko było przez nich i że Żydzi w brudzie / rozsiewają miazmaty, i że trzeba szyby / i sklepy im rozwalić i zęby im wybić". Przypuszczalnie adresatem tego wiersza był wujek Zieleńczyk, mieszkający "na aryjskich papierach" w Warszawie, jako że utwór kończy się: "I całujemy ciebie na ostatku / podpisani niżej - K. Baczyński z matką".

        Ktoś powie, takie wierszyki okolicznościowe nie należą do "poważnego wyboru". Ale tom opracowany przez Jerzego Święcha zawiera też varia - właśnie takie, czasem żartobliwe, czasem gawędziarskie utwory, do których wiersz na imieniny Józefa pasowałby jak ulał. Ale pan Święch nie wykorzystał tej szansy.

        W rok później, 21 lipca 1943 roku, Zieleńczykowie - ojciec, matka i dwie córki - padli ofiarą denuncjacji i zostali aresztowani przez Niemców . Czy to wydarzenie mogło być obojętne Krzysztofowi-poecie? Czy wiersz, który pisze następnego dnia "Pokolenie" - "nie ma z tym nic wspólnego"? Czy historyk literatury może z czystym sumieniem przejść do porządku dziennego nad tragedią rodzinną, nie próbować odczuć "rzekomego związku z żydowskim pochodzeniem matki"?

        "Nas nauczono. Nie ma litości / Po nocach śni się brat który zginął / któremu żywcem oczy wykłuto / któremu kości kijem złamano // Nas nauczono. Nie ma sumienia / W jamach żyjemy strachem zaszyci / w grozie drążymy mroczne miłości / własne posągi - źli troglodyci // Nas nauczono. Nie ma miłości / Jakże nam jeszcze uciekać w mrok / przed żaglem nozdrzy węszących nas / przed siecią wzdętą kijów i rąk..."

        Józef Lewandowski w eseju Wokół biografii K.K. Baczyńskiego (Aneks, Londyn 1977), który włączył potem do tomu "esejów nieprzedawnionych" - Szkło bolesne, obraz dni... wydanych w Szwecji (Ex libris 1991), komentuje: "Jeśli są wątpliwości, kto żył w jamie, zaszyty strachem i przed jakimi węszącymi nozdrzami trzeba było uciekać w mrok, to zwróćmy uwagę na datę utworu: 22 lipca 1943... poezja splata się z kronikarskim zapisem. Brakuje tylko nazwisk identyfikujących "węszące nozdrza". Zauważmy również, że wiersz pisany jest w imieniu nas, w liczbie mnogiej, zbiorczej..."

        U kogo powstanie w getcie przeszło bez wrażenia? Czy to przypadek, że właśnie w kwietniu 1943 roku, w dniach wybuchu powstania, Baczyński napisał (w wierszu bez tytułu): "Byłeś jak wielkie, stare drzewo / narodzie mój, jak dąb zuchwały, wezbrany ogniem soków źrałych / jak drzewo wiary, mocy, gniewu // Jęli ci oczy z ognia łupić / byś ich nie zmienił wzrokiem w trupy / Jęli ci ciało w popiół kruszyć / by wydrzeć Boga z żywej duszy".

        "Narodzie mój"; wiersz, który zdaniem Lewandowskiego nawiązuje do Psalmów i przesycony jest symboliką starotestamentową, przypomina w zakończeniu deklarację Miłosza - "Żyda Nowego Testamentu" - łącząc symbolikę żydowską z chrześcijańską. "I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobu / z huraganowym tchem u skroni / ramiona ziemi się przed tobą / otworzą. Ludu mój, do broni!". "Utwór nie wzbudził uwagi komentatorów" - pisze Lewandowski.

        Z tego wezwania "do broni" - inspirowanego niewątpliwie powstaniem w getcie - wyciągnął Baczyński osobiste konsekwencje: wstąpił do AK. Dlatego właśnie "nie wzbudził uwagi komentatorów" w Polsce Ludowej. To jest - przy odrobinie dobrej lub złej woli - zrozumiałe. Zrozumiałe jest też właśnie, dlaczego popularność Baczyńskiego w tych peerelowskich czasach rosła... A teraz, gdy urosła do takich rozmiarów i komentator ma wolną rękę - powstrzymują go nowe hamulce.

        Liczni i nieraz bardzo poważni biografowie K.K. Baczyńskiego, choć wiedzą - albo przemilczają żydowskie korzenie Baczyńskiego, albo ogłaszają jego "obojętność" dla tych spraw. Trudno powiedzieć, ile w tym wyrachowania, ile obłudy. W każdym razie, takie próby należy traktować należy z politowaniem bądź przynajmniej z rezerwą: jest nie do pomyślenia, by poeta pod niemiecką okupacją i jej prawami "nie miał z tym nic wspólnego" i pozostał "czystym Aryjczykiem".





 (C) Midrasz 1998 - 2001. Wszelkie prawa zastrzeżone.